Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl


Ten wątek jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 39 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
 Kosmiczni gladiatorzy 
Autor Wiadomość
Half-Saiyan
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 paź 2014, o 19:56
Posty: 169
Siła: 27
Szybkość: 29
Energia: 28
Wytrzymałość: 15
Inteligencja: 10
Punkty życia: 210
Punkty Ki: 280
Poziom Mocy(PL): 380
PT: 20
CP: 107
Post Kosmiczni gladiatorzy
Gramy zgodnie ze standardową zasadą, która głosi, że każdy (poza MG) ma 36 godzin na odpis. Wydaje się być dla mnie optymalna.

Kolejność:

1. MG (zgadnijcie kto)
2. Honoberuto
3. Sauzer
4. Rock
5. Haricotto
6. SitLetto i jego broda (zabity przez mechanicznego psa)
7. Son Ishan

Jaszczur zwany płonącym Hubertem odpoczywał na swym leżu. Zapewne myśli jego uciekały w kierunku tego na jakie sposoby można zabić zielonych ludków, używając nowo nabytej broni. Miał prawo czuć się bezpiecznie. Żaden Nameczan nie miał odwagi, ani siły by go pogonić. Nawet najsilniejszy z ich gatunku był zbyt zajęty chronieniem guru przed o wiele groźniejszymi od tego changelingami, aby pomóc. Honoberuto żył praktycznie jak król. Chciał kogoś zabić, to go zabił, a do tego nie musiał użerać się z changelingami znajdującymi się w bazie. Chociaż może gdyby żył w przeciwny sposób, do tego którym teraz żyje, może poniższe rzeczy mogłyby mu się nie przytrafić. Otóż niespodziewanie drzwi od chatki Hononka otworzyły się. Natychmiastowo potem do pomieszczenia została wrzucona dziwna, metalowa kulka. Działo się to szybciej, niż zdążyłbyś powiedzieć "porwanie". Ten niecodziennie widziany przedmiot odbił się dwa razy od podłogi, aż w końcu wylądował pod łóżkiem skołowanego jaszczura. Pod łóżkiem wydobył się diabolicznie głośny huk. W tym samym momencie każdy mięsień w ciele Honoberuto odmówił mu posłuszeństwa. Najwyraźniej kula służyła do paraliżowania celu. Drzwi otworzyły się ponownie. Tym razem weszła do nich istota ubrana w czarny strój. Nie było widać żadnych szczegółów. Miała posturę niskiego nameczanina (czyt. człowieka) i tylko tyle można zauważyć. Podeszła, jakby zaproszona i założyła Honoberutowi niezidentyfikowany czarny obiekt na głowę. Następnie podniosła go i wzięła dosłownie pod pachę. Główny bohater tego akapitu sam nie wiedział co się działo potem. Był noszony, poczuł jak ktoś go rzuca na blachę, znowu go nieśli, a potem z powrotem na blachę. W końcu zdjęli mu opaskę i znów mógł poznawać otoczenie jego najczęściej używanym zmysłem (to jest po tym jak jego oczy przyzwyczaiły się do światła).

W zupełnie innej części galaktyki żyły cztery inne ważne dla tej historii osoby. Dodatkowo troje z nich znajdowało się w tym samym miejscu. Ależ wygodnie dla naszego Mistrza Gry! Mężczyzna o imieniu Sauzer usłyszawszy, że jego znajoma, o której później, przyprowadziła ze sobą dwóch podejrzanych typków. Zaniepokojony postanowił złożyć jej wizytę. Nie zauważył jednak, że ktoś go śledził. Ciężko go winić, byli bardzo dobrzy w skradaniu się. Zaszedł pod bramę. Nie zniechęcony tabliczką "nieczynne", zaczął pukać. Przez "pukać" miałem na myśli walić w bramę, czego rezultatem był dźwięk zdolny obudzić umarłego. Nim jakikolwiek człowiek zdążyłby mu otworzyć, zaczął dzwonić dzwonkiem. Dopiero po tym drzwi zostały otworzone, przez znajomą mu twarz. Była to zmodyfikowana różnymi mechanizmamy ludzka kobieta, zwana Aiko "Rock" Rockbell. Chwilę po pierwszym powitalnym zdaniu jakie padły z ust niewiasty, Sauzera obwiązały przewody przypominające żyłki wędkarskie. Za jednym pociągnięciem za sznurki mężczyzna padł na plecy, po zewnętrznej stronie domu. Nim tęczowa panna zdążyła przetworzyć wszystko co tu się dzieje, ktoś w czarnym kombinezonie zaczął biec prosto na nią. Podskoczył, złapał ją za szyję i przyszpilił po podłogi. W mniej więcej w tym samym momencie inny mężczyzna położył rękę na ustach leżącego mnicha. Nie minęła sekunda, a przez przewody zaczęła płynąć dawka elektryczności zdolna unieszkodliwić wojownika, ale nie zabić. To samo w tym samym momencie przytrafiło się Rock, ale tym razem energia płynęła z rękawiczki tego kolesia. Obydwoje mieszkańców Ziemi straciło przytomność. Co ciekawe osobie zamykającej Sauzerowi usta nic się nie stało. Był uziemiony, skubaniec. Tak czy siak na tym plany związane z tym domem nie kończyły się teraz. Ludzie poszli dalej. W końcu jeden z nich znalazł saiyanina. On, wraz z ogoniastym, stanęli naprzeciwko siebie. Nim Haricotto (ponieważ tak miał na imię) zdążył zapytać się o co chodzi, albo ponieść ręce do obrony, napastnik rzucił w niego igłami. Żelazne wykałaczki wbiły się nieco w skórę małpiego wojownika. Wtedy też zauważył, że do ich przeciwnej strony były dowiązane cienkie sznurki. Pan w czarnym kombinezonie ruszył palcami, do których owe nici były przywiązane i wyciągnął je z ostrych przedmiotów, tkwiących w ciele saiyanina. Nagle igły zaczęły produkować strasznie wysokie napięcie. Wojownik natychmiastowo padł na kolana, a następnie cały się wyłożył. Wszystko wydawało się niewyraźne. Nawet ręka, znajdująca się dziesięć centymetrów przed jego twarzą była tylko pomarańczową plamą. Zdążył jeszcze usłyszeć krótką wymianę zdań.
-Co z drugim?
-Niestety zauważył nas i uciekł
-Idioci! Teraz już go nie znajdziemy. Musimy lecieć na tą przeklętą Vegetę i znaleźć jakiegoś halfa!
Sekundę później stracił przytomność.

(Jak dotąd pisałem od momentu waszego ostatniego posta fabularnego, ale jakoś nie miałem siły czytać przygody SitLetto, więc tu nieco namieszam)
Tym czasem pewien niski, brodaty krasnolud...znaczy drwal przechadzał się lasem, aby przemyśleć to i tamto o jego życiu. Przeskakiwał nad wystającymi korzeniami, spoglądał na leśne grzyby i ogólnie spędzał czas na niezbyt angażujących zajęciach. Dobrze jest zrobić przerwę od treningów. Chociaż dzisiaj los przygotował mu nie lada przygodę. Właśnie przechodził z jednej strony drogi biegnącej pośrodku lasu, gdy nagle zauważył coś bardzo niecodziennego. Grupka ubranych na czarno ludzi niosła trzy przedziwne istoty na swych ramionach. Pierwszym był czarnowłosy mężczyzna, który nadużywał żelu, drugi to również przesadzający w sprawie jego fryzury jegomość z ogonem, oraz całkiem ładna pani. Co to sado maso w samo południe? Liliput sam nie wiedział co o tym myśleć. Wyglądało na to, że trójka nieprzytomnych osób była tu wbrew swojej woli. Trzeba im pomóc! Nawet jeżeli sami chcą tu być (co jest dość wątpliwe) to będzie miał śmieszną historię do opowiedzenia znajomym. Na jego nieszczęście nieznajomi zauważyli karła na piaszczystej drodze. Wyciągnęli długie na odcinek między łokciem, a palcami czarne laski. Co ciekawe wydawały się emitować niebieskie światło. Sit jednak już postanowił walczyć i swego zdania nie zmieni. Wieży, że pomimo przewagi liczebnej pokona przeciwników, zyskując szacunek dwóch czarnowłosych mężów i możliwie żonę. Nie wiem czy panie lecą na niskich, łysych z brodami, ale spróbować nie zaszkodzi. Chociaż jednak zaszkodziło. Kiedy obydwie strony konfliktu ruszyły na siebie, cóż... SitLetto został okrążony jak przy próbach pobicia kogoś grupowo i uderzany przez wszystkich niekończącą się falą ciosów zadanych elektrycznymi różdżkami. Ponieważ okazało się, że laski generują slaby ładunek elektryczny. Kto by się spodziewał? Tak czy owak po chwili bicia Sit padł nieprzytomny na piach.

(Sorry Ishan, tobie też zmienię miejsce, w którym skończyłeś. Odczytałem z twojej przygody gdzie jesteś, ale moment nie był dla mnie zbyt wygodny, więc...)
Zmieniając ( w końcu!) miejsce akcji na "przeklętą Vegetę", widzimy młodego half saiyanina. Przemierzał bezkresne pustkowia. Czego szukał? Nie wiadomo. Możliwe, że chciał przetrząsnąć swą głowę w poszukiwaniu odpowiedzi? Tylko na jakie pytanie? Cóż nie ważne co myślał, ważne jest to, że podszedł do niego sędziwy wiekiem saiyanin. Jego włosy nie były już czarne, lecz siwe, zamiast stać dumnie był zgarbiony, a do tego miał złamaną rękę. Chociaż gips w który był zawinięty był dziwnie gruby, całkowicie nie pasował do tego chudego jak na tą nację mężczyzny. I czemu w ogóle nosił gips? Mógł po protu użyć żelu. Ciekawy był też czerwony scouter na jego oku. Nie miałeś czasu rozmyślać nad tymi i zapewne wieloma rzeczami, na które chciałbyś poznać odpowiedź, gdyż staruszek zaczął coś gadać.
-Słuchaj. Potrzymaj mi te owocki proszę. Muszę coś zobaczyć na scouterze, a nie mam kieszeni. Nie mów mi też żebym je zostawił na ziemi! Są najlepsze w tym sezonie!-powiedział. Nie oczekując twej odpowiedzi rzucił ci dwa owoce. Jeden na lewo, drugi na prawo. Złapałeś je mniej więcej, kiedy były obok twojej głowy w obydwie ręce. Trzymałeś je w górze. Nagle stało się coś niesamowitego! Gips pęknął i wyłoniła się z niego strasznie gruba, metalowa rękawica. Dziadzio natychmiastowo po ujawnieniu broni uderzył cię nią w brzuch, ponieważ nie mogłeś się bronić, z powodu zajętych rąk. Cios był na tyle mocny, że musiałeś wypluć nieco krwi, prosto na jego rękę. Następnie z rękawicy wydobyła się energia elektryczna, na tyle mocna, że padłeś na nieprzytomny na ziemię ziemię po sekundzie narażenia na nią.

Każde z was obudziło się w osobnym pokoju. Były niewielkie. Ściany, podłoga, oraz sufit zostały wykonane z metalu. Były idealnie płaskie, więc można było się poślizgnąć. Rolę krat odgrywały niebieskie ściany energii, przez które było widać równie dobrze, jak przez okno. Między nimi szedł korytarz, szeroki mniej więcej tak bardzo jak cele, w których się znajdowaliście. Samych pokoi było sześć. Po każdej stronie trzy, więc zawsze byłeś na przeciwko kogoś. Haricotto znajdował się naprzeciwko Rock, Son Ishan miał swoje lokum przed tym SitLetto, a Sauzer miał okazję spojrzeć prosto w oczy mordercy z Namek. Macie czas wymienić się po zdaniu i ewentualnie szybko zapoznać.
Spoiler:
 

_________________
Obrazek
Jin theme  Yaki theme  


Ostatnio edytowano 11 sie 2015, o 21:17 przez Yaki Chou, łącznie edytowano 2 razy



27 cze 2015, o 18:05
Zobacz profil
Changeling
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 4 sie 2014, o 17:34
Posty: 312
Lokalizacja: W twojej szafie.
Siła: 48
Szybkość: 48
Energia: 47
Wytrzymałość: 47
Inteligencja: 14
Punkty życia: 658/658
Punkty Ki: 470/470
Poziom Mocy(PL): 714
PT: 12
CP: 194
Post Re: Kosmiczni gladiatorzy
Honoberuto wypoczywał myśląc o zabijaniu i o swym nowym nabytku - dwuzębie. Rozmyślał nad tym, w jaki sposób będzie go używał, oprócz łowienia ryb. Rozmyślał, rozmyślał, aż wymyślił. Nie będzie go używał do walki, a raczej jako narzędzie egzekucyjne niosące ostateczną śmierć. Myślał o różnych znajomych mu changelingach, jako o celu. Zabijanie Nameków było zbyt ryzykowne, co jeśli ten cholerny Nail znowu by zaatakował? Najprawdopodobniej Changelingowi by się nie upiekło i zostałby zabity, biedaczek. Nagle przerwał rozmyślanie, bo do jego domu wpadła jakaś kulka. Jaszczur zaczął się bać. Co jeśli to jakaś broń Nameczan, którzy odkryli, że żyje? Kapelusznik usłyszał głośny huk. Zapragnął uciec, ale bez skutku. Został sparaliżowany. Nadal leżąc, ujrzał czarną postać. Wtedy zaczął już podejrzewać, co tak na prawdę się dzieje. To ponury żniwiarz! Ach, cóż za ironia. Ten, który zabierał życie innym, sam je teraz straci. No cóż, właściciel peleryny musiał przyjąć karę. Zamknąłby oczy, gdyby nie fakt, że jest sparaliżowany. Czekał na koniec życia. Chwilę później ujrzał ciemność.

Nieco później, Honoberuto obudził się w jakimś dziwnym pokoju. Małym, metalowym. Przypominało to nieco celę więzienną. W oczy rzucało się coś w rodzaju półprzezroczystej, niebieskiej ściany. Gdy kapelusznik wstał, ujrzał jakiegoś dziwnego osobnika w pokoju naprzeciwko. Przypominał nieco Kuziemka, z którym kiedyś walczył Ten jednak miał włosy czarne, ogona nie posiadał, wzrost był inny, a skóra miała inną karnację. Gad rzucił okiem na dziwacznego osobnika, po czym podszedł bliżej niebieskiej ściany.
"Kto wie, z czego może być wykonana taka ściana!" - pomyślał.
Spojrzał na korytarz. Mógł dostrzec jeszcze jednego kuziemkopodobnego w innej celi. Ten był bardziej podobny do rudzielca, ale nadal nie zgadzały się włosy i obecność ogona. Domyślał się, że może być tu ktoś jeszcze, ale nie mógł nikogo takiego zauważyć. Znów przeniósł wzrok na osobnika naprzeciwko niego. Przez chwilę milczał, po czym powiedział:
-Wie ktoś może, gdzie jesteśmy?
Po wypowiedzeniu tych słów, cofnął się w głąb celi stając pod ścianą. Czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Czuł niepokój, nie podobało mu się tutaj. Był jednak rad, że spotkał kogoś. Może uda mu się zabić te osoby?

_________________
Mowa
Myśli

  Hono theme~

Wkurzyłem cię czymkolwiek? Odstresuj się: http://tnij.org/ustrzelgo
Zapraszam też do najnowszej wersji! (Hyde Park>Gry>Rozwal Hono 2)


27 cze 2015, o 18:58
Zobacz profil
Człowiek
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 mar 2015, o 06:10
Posty: 93
Siła: 30
Szybkość: 25
Energia: 6
Wytrzymałość: 30
Inteligencja: 10
Punkty życia: 420
Punkty Ki: 60
Poziom Mocy(PL): 358
PT: 27
CP: 104
Post Re: Kosmiczni gladiatorzy
Widok Rock wcale nie uspokoił młodzieńca. Była wyraźnie wytrącona z równowagi. Wydawała się czymś zaniepokojona, przyglądając się Sauzer zauważył coś na kształt ulgi w jej oczach. Czyżby coś było na rzeczy? Czy faktycznie Bardzozbok jej w jakiś sposób groził? Po chwili powiedziała, że ma dziwnych gości. Ziemianin rozluźnił barki przymknął oczy i wziął głęboki oddech. Możliwe, że już za chwilę będzie musiał "wyprosić" kolegów wrogiego cyborga, a jeśli plotki zasłyszane "U Stacha" były prawdziwe, to prawdopodobnie byli dość mocni. Otworzył oczy i usta, już miał się odezwać gdy nagle w całe jego ciało wpiły się jakieś cieniutkie liny. Zanim zdążył zareagować, naprężyły się gwałtownie, zwalając go z nóg. -Co do...! -warknał latynos, jednak w tym momencie, pojawił się nad nim mężczyzna w czarnym kombinezonie i zatkał mu usta dłonią. Sauzer się rozeźlił, napiął wszystkie muskuły, zamierzając rozerwać więzy, niestety nie dane mu było to zrobić. Przez cienkie żyłki zaczął płynąć prąd. Mięśnie ziemianina momentalnie zwiotczały, ten drgnął kilka razy konwulsyjnie, po czym stracił przytomność.

Pobudka nie była zbyt przyjemna. Otworzywszy oczy, latynos dostrzegł szary kawał ściany. Albo też raczej sufitu, gdyż leżał na plecach. Bolała go głowa, więc zamknął na chwilę oczy. -Gdzie ja jestem? Co ja tu robię? I skąd się... -w tym momencie wróciły mu wspomnienia. Gwałtownie otworzył oczy i siadł. Czyżby Bardzozbok ich dopadł? Rozejrzawszy się ustalił, iż siedzi w czymś na kształt celi. Od korytarza oddzielała go przezroczysta, niebieska ściana... energii? Wstał i spojrzał przed siebie, po czym zamarł. Przed sobą zobaczył kolejną klitkę a w niej... jakąś dziwną, jaszczuro-podobną istotę. Zaszokowany cofnął się pod ścianę. Co to do cholery było? Na pewno nie zwierzę, raczej coś humanoidalnego. W dodatku ubrany. Skąd się wziął taki potwór? Spróbował się opanować. W tym momencie stwór przemówił. UMIAŁ MÓWIĆ! Ale, co bardziej zaciekawiło ziemianina, bestia również nie wiedziała co sie dzieje.
Podszedł i zerknął w głąb korytarzu. Kolejne dziwo! W identycznej celi siedział krasnal. Sauzer szybko oszacował go na jakieś metr pięćdziesiąt w kapeluszu. Po chwili zastanowienia krzyknął. -Rock jesteś tam? Wszystko w porządku? -wydawało mu się całkiem prawdopodobne, iż dziewczyna również została porwana, w końcu była świadkiem całego incydentu.


27 cze 2015, o 20:23
Zobacz profil
Cyborg ING
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 mar 2015, o 11:36
Posty: 63
Siła: 6
Szybkość: 8
Energia: 6
Wytrzymałość: 7
Inteligencja: 39
Punkty życia: 98
Punkty Ki: 60
Poziom Mocy(PL): 101
PT: 6
CP: 60
Post Re: Kosmiczni gladiatorzy
To było zwyczajne popołudnie… Na ile oczywiście można było tak nazwać ciąg wydarzeń, który doprowadził Rock do spotkania z najróżniejszymi, niewątpliwie barwnymi postaciami. Miała nadzieję, że zwieńczeniem tego dnia będzie upragniony sen, ale ktoś pokrzyżował jej plan. Słysząc łomot, a potem pukanie w bramę garażu, zeszła po schodach by otworzyć drzwi i ku swojemu zdziwieniu ujrzała Sauzera. Po kilku „rozkojarzonych” pytaniach, myślała, że usłyszy odpowiedź i zwyczajnie zaprosi Latynosa do środka…
Nie zdążyła. Cieniutkie linki oplotły chłopaka i powaliły na ziemię. Nie miała jak zareagować, bo przed nią wyrósł zamaskowany mężczyzna, który wręcz rzucił się na Aiko i przygwoździł do podłogi. Zacisnął dłonie na jej szyi, przez co boleśnie odczuła brak powietrza. Chciała krzyknąć, gdy poczuła dziwne łaskotanie na skórze… Prąd! Czy on zamierzał ją porazić elektrycznością? … Nie wiedzą, że cyborgów tak łatwo nie da rady się znokautować wyłącznie impulsem? … Źle przekalkulowała swoje szanse – musieli to wiedzieć. Dawka była tak silna, że system, który tego samego dnia dokonał restartu po akcji z Bardzozbokiem wyłączył się i dziewczyna zemdlała.
Oprogramowanie turnes off…
Aiko otworzyła oczy. Przez moment jej lewa tęczówka oglądała świat w podczerwieni, ale mrugając pozbyła się tego wrażenia. Niemal czuła, jak procesor połączony z mózgiem sprawdza aktualny stan organizmu, impulsy nerwowe współgrają z neuronami i nanosynapsami. Syknęła cicho, czując tężejący ból w głowie, ale szybko to uczucie rozmyło się gdzieś w ciele. Odetchnęła z ulgą i usiadła, zbierając się z podłogi. Pomieszczenie było malutkie, nie było w nim niczego. Ściany wykonane zostały z nieznanego… A może i znanego jej metalu? Dotknęła metalicznej powierzchni – była gładka jak lustro. Z jej lewej strony ścianę zastępowała błękitna „szyba” z energii. Nie myliła się, dostała gęsiej skórki na ramionach przez elektrostatyczność w powietrzu. Zdawało się jej, że słyszy delikatne buczenie… Gdzieś musiał być generator.
Podnosząc się Rock otrzepała kombinezon. Czapka gdzieś zniknęła, ale na szyi pozostały gogle. Oklepała kieszenie, coś tam powinno być, ale wolała uważać, z pokazywaniem tego co ma. Gdzieś tu mogły być kamery… Tak w ogóle, to gdzie ona trafiła?!
Naprzeciwko niej, również w celi leżał Haricotto. Nie mogła dostrzec czy jest cały i zdrowy, przyglądała mu się zaniepokojona. Nie miała nawet jak sprawdzić czy oddycha! Aiko podeszła do bariery, bojąc się jednak jej dotknąć by nie zostać czymś porażoną bądź, by nie usmażyć sobie obwodów. Co prawda była uziemiona, ale nie na tak wysokie dawki energii… Mniejsza o to. Z prawej strony ujrzała w następnej klitce chłopaka o grafitowych włosach. Mogła mieć tylko nadzieje, że nic im nie jest… Co oni tutaj robią, wepchnięci w klatki jak zwierzęta przez podłych ludzi? Przez plecy dziewczyny przeszedł dreszcz. Ilu ich tutaj jest..?
Odetchnęła słysząc głos Sauzera.
- Jestem i na dodatek w jednym kawałku... A Ty? Wszystko dobrze? – odwróciła wzrok od strony, z której dobierał głos Latynosa i zwróciła je na czarnowłosego. – Haricotto! Ocknij się! Obudźcie się! Nic wam nie jest?
Poczuła ucisk w gardle na myśl, że gdzieś obok leżą zwłoki, bo „porywacze” nie potraktowali ich tak dobrze jak ją czy Sauzera.
Żeby tylko wiedzieli w jakim celu się tu znaleźli…

_________________
Now I'll be bold
As well as strong
And use my head alongside my heart
So tame my flesh
And fix my eyes
A tethered mind freed from the lies

Budowa urządzeń | Inżynieria genetyczna


28 cze 2015, o 01:03
Zobacz profil
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 lip 2013, o 21:30
Posty: 416
Siła: 41
Szybkość: 41
Energia: 41
Wytrzymałość: 42
Inteligencja: 10
Punkty życia: 588
Punkty Ki: 410
Poziom Mocy(PL): 618
PT: 26
CP: 169
Post Re: Kosmiczni gladiatorzy
West City, garaż "U Sama"~
Haricotto siedział przy stole, wyczekując tego, kto dudnił w bramę. Podparty łokciem o blat stołu, drugą dłonią, która również położona była na meblu, palcem wskazującym wystukiwał jakąś melodię. Nic nadzwyczajnego, zwyczajne pukanie, które przypominało mu pewną rzecz z dzieciństwa, gdy jeszcze mieszkał razem ze Spinna'ą i dostawał tęgie baty... ekhm, to znaczy, gdy jeszcze razem z nim trenował. Nie spodziewał się, że ten właśnie dzień, będzie tym, w którym wszystko ulegnie zmianie. Nagle usłyszał jakieś dziwne odgłosy, a kiedy podniósł swoje cztery litery, by sprawdzić, co się dzieje, jego oczom ukazała się dziwna osoba.
- Czy to jest ten Sauzer? - zapytał siebie w myślach. Nie zdążył o nic zapytać, ani nawet podnieść gardy, gdy nowy gość cisnął w niego jakimiś dziwnymi rzeczami. Igłami, zdaje się. Wojownik syknął z bólu, czując, jak te małe cholerstwa wbijają się głębiej w jego ciało. Ogoniasty już miał zamiar je z siebie wyrwać, gdy kątem oka zobaczył podejrzane ruchy atakującego. Poruszał palcami, a potem... Całe ciało wojownika zostało porażone prądem. Wysokie napięcie zmusiło Saiyanina, by padł na kolana, a za chwilę jego twarz bliżej zapoznała się z podłogą. Nie wiedział, co się stało z Yakim, ale gdy jeszcze był przytomny, usłyszał część dialogu. Był on o tym, jak ktoś "zauważył ich i uciekł". To musiał być Yaki! Nikogo innego tutaj nie było. Wiedząc, że jego młodszy towarzysz zdołał uciec, Haricotto uśmiechnął się lekko, a zaraz po tym stracił przytomność.

Saiyanin otworzył swoje powieki, złapał się za głowę i podparł się ręką. Bolało go całe ciało, jeszcze czuł w sobie te igły, których de facto już nie było. Mrużąc swoje oczy, zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, cały czas mając nadzieję, że to, co stało się w garażu Rock było jedynie snem, koszmarem, z którego zaraz szczęśliwie się wybudzi. Widząc dziwną barierę, od razu otworzył swoje oczy szerzej, momentalnie ogarniając się i wstając na nogi. Obrócił się dookoła własnej osi. Teraz wszystko było jasne. Został uwięziony w jakimś dziwnym pokoju. Jak chorym człowiekiem trzeba być, żeby zamknąć tutaj kogoś?
Był pewien, że zanim jeszcze się ocknął, słyszał głos dziewczyny. Odwrócił się przodem do bariery i wtedy też zobaczył, że Aiko jest w celi naprzeciwko niego. Od razu zbliżył się do energetycznej kraty i krzyknął.
- Rock! Nic Ci nie jest!? - nie dało się ukryć, że był zdenerwowany. Widział, że była w jednym kawałku, więc jego nerwy zostały troszkę, troszeczkę, troszenieńkę ostudzone. Już nawet nie chodziło o to, że sam został tutaj zamknięty. Osobę, do której coś czuł, potraktowano jak zwierze. Takich rzeczy się nie wybacza.
Prócz Haricotto i Rock, w tym chorym pokoju znajdywały się jeszcze inne osoby, które prawdopodobnie w równie bestialski sposób zostały tutaj sprowadzone i uwięzione. Przez barierę w swojej celi, dostrzegł jeszcze łysego człowieka z zacnym zarostem oraz dziwne stworzenie, które wyglądem przypominało jaszczurkę. Patrząc tak na kapelusznika, Saiyanian miał dziwne deja vu~
Przeniósł swoje spojrzenie znów na dziewczynę. Nie podobało mu się, że zostali tutaj uwięzieni. Gdyby tylko mógł, przebiłby się przez tę barierę i wszystkich stąd wyciągnął. No właśnie... Gdyby tylko mógł...
- Rock... Jakoś nas stąd wyciągnę, obiecuję! - rzucił krótko, po czym odwrócił się, rozglądając się po celi i szukając czegoś, co mogłoby posłużyć za jej słaby punkt. Przeszło mu nawet przez myśl, by spróbować i uderzyć z całych sił pięścią w ścianę. Może przy pomocy Ki-Reiki byłby w stanie ją zniszczyć? A może nawet udałoby mu się przebić przez barierę? Sporo pytań, a odpowiedzi nie widać.

_________________
ObrazekI may have no Jesus, I may have no soul...
Obrazek


28 cze 2015, o 12:11
Zobacz profil
Człowiek
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 cze 2015, o 16:37
Posty: 11
Siła: 13
Szybkość: 10
Energia: 10
Wytrzymałość: 12
Inteligencja: 10
Punkty życia: 168
Punkty Ki: 100
Poziom Mocy(PL): 171
PT: 1
CP: 46
Post Re: Kosmiczni gladiatorzy
Gdy Letto jak nigdy postanowił zrobić przerwę od treningu, szybko pożałował. Przechodząc obok jednego z większych drzew w lesie zauważył, że grupa ludzi ubranych na czarno niesie ze sobą kobietę, oraz dwóch mężczyzn. Ci dwaj musieli chyba mieć coś nie tak z głową, że używali tyle żelu na włosy, przecież on wysusza i niszczy ten dar.
Coś jest nie tak. Oni nie są tutaj z własnej woli. Chłopak postanowił im pomóc. Gdy biegł w stronę "czarnych stroi" zauważył, że ci wyciągnęli jakieś czarne laski, nasz niziołek i tak już wybrał. muszę z nimi zawalczyć. Ci mężczyźni wyglądają na potężnych wojowników. Warto by ich mieć za sojuszników, a ta kobieta to ósmy cud świata - pomyślał letto. Drwal bardzo szybko został okrążony przez gromadę. To były jego ostatnie wspomnienia tego dnia.

Brodacz powoli wracał do siebie, nie wiedział jeszcze gdzie jest, ani co się właśnie stało. Drwal znajdował się w celi, była wielkości wystarczającej by ten mógł się tam porozciągać. W normalnych celach znajdują się kraty, tutaj znajdowało się pole energetyczne które uniemożliwiało ucieczkę. Ała moja głowa gdzie ja jestem - tak zaczęła się pierwsza myśl chłopaka w nowym miejscu. Dlaczego leżę na podłodze i czmeu tutaj jest tak zimno, chyba będę musiał wstać ale nie mam sił. liliput powoli dochodził do siebie, gdy usłyszał słowa innych ludzi. Hallo, czy ktoś mnie słyszy -zapytał młodzieniec, słyszał głosy jakiś ludzi ale nikogo nie widział Hej ty na przeciwko mnie jak cie zwą? Ja jestem SitLetto mów mi Letto musimy się z tąd wydostać. Jakoś damy rade mam nadzieje


28 cze 2015, o 21:55
Zobacz profil
Half-Saiyan
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 cze 2015, o 01:16
Posty: 99
Siła: 27
Szybkość: 28
Energia: 19
Wytrzymałość: 30
Inteligencja: 10
Punkty życia: 420
Punkty Ki: 190
Poziom Mocy(PL): 394
PT: 25
CP: 120
Post Re: Kosmiczni gladiatorzy
Son Ishan po odzyskaniu przytomności obudził się w pomieszczeniu na kształt więziennej celi. Zdezorientowany, rozejrzał się, wodząc zdziwionym spojrzeniem po tym osobliwym miejscu. Powierzchnia ścian oraz podłogi wykonana była z niespotykanego stopu metalu. Zachowując idealny srebrzysty połysk, materiał ten odznaczał się także niebywałą wytrzymałością. Jednakże nie tylko budulec celi przykuł uwagę młodzieńca. Zamiast zwyczajnych, żelaznych krat, znajdowało się tutaj pole siłowe. Błękitna bariera emanowała silnym natężeniem prądu, skutecznie powstrzymując wszelkie próby wydostania się.

Zdziwiony przypatrywał się temu miejscu, zastanawiając się jednocześnie w jaki sposób się tutaj znalazł. Zaczął przypominać sobie ostatnie wydrzenie. Pamiętał jedynie, że podczs samotnej przechadzki po pustkowiu spotkał sędziwego Saiyanina. Wówczas nie wydało mu się to podejrzane, lecz teraz gdy o tym myślał, to na rodzinnej planecie Vegeta nie było wielu starców, nie licząc oczywiście plemiennej straszyzny, która zasiadała w najwyższym dowództwie. Skąd więc ten tajemniczy osobnik? Rozmyślając nad pojawieniem się nieznanego przybysza przypomniał sobie również, że został przez niego niespodziewanie zaatakowany! Nagle przed oczami stanął mu obraz metalowej rękawicy, którą posługiwał się Saiyanin. Pamiętał, że został nią boleśnie uderzony w żebra. Cios był na tyle silny, że dosłownie zwalił młodego wojownika z nóg. Rozpamiętując tamte wydarzenie, Son Ishan instynktownie dotknął obolałego miejsca. Było opuchnięte, lecz nie krwawiło. Nie utrudniało też oddychania. Uświadomił sobie także, że został porażony prądem, wydobywającym się z metalowej rękawicy. Napięcie było bardzo potężne, toteż Half-Saiyanin natychmiast stracił przytomność.

Przypomniawszy sobie to wydarzenie, dopiero teraz odczuł jak bardzo jego organizm przeżył ten elektryczny szok. Mięśnie nadal pozostawały bardzo spięte oraz naprężone. Odczuwał również ogólny ból całego ciała. Leżąc bez siły, do jego uszu dotarły głosy innych. Z ich słów wynikało, że również zostali uwięzieni. Ponadto wywnioskował z prowadzonych rozmów, że wśród nich znajduje się dziewczyna imieniem Rock oraz mężczyzna, Haricotto. Podobnie jak on, reszta także nie wiedziała, w jaki sposób się tutaj znalazła. "Również zostali porwani przez tajemniczego Saiyanina?" - pomyślał przez moment Son, po czym kontynuował swój wewnętrzny dialog "To więzienie z całą pewnością nie jest na Vegecie. Więc zostaliśmy przeniesieni na inna planetę, pytanie tylko w jakiej części galaktyki się znajdujemy. Jest też możliwość, iż przytrzymuje się nas na pokładzie promu kosmicznego. Nie rozumiem, schwytano nas dla okupu? Czy też przeznaczono nas do niebezpiecznych eksperymentów...? Cóż, jeśli chcemy się stąd wydostać, należy pracować zespołowo". Kończąc swoje rozmyślania, Son Ishan zmusił swoje ciało do powstania. Z trudem utrzymując równowagę, podszedł jak najbliżej do pola siłowego. Uważając by nie zostać ponownie porażony prądem, wyjrzał w stronę innych cel. Na przeciwko niego znajdował się niewielki mężczyzna z bujnym zarostem. Zauważył też dziewczynę, zapewne to ona nazywała się Rock. Po lewej stronie mieściła się kolejna cela. Przebywała w niej niewiadomego pochodzenia kreatura. "A więc schwytano przedstawicieli różnych ras. Osoba naprzeciw mnie wygląda na człowieka. Te monstrum po lewej...cóż, nie spotkałem się dotąd z podobnym stworzeniem. Dziewczyna również przypomina wyglądem człowieka. Ciekawe, czy są tutaj inni Saiyanie...".

Rozmyślania młodzieńca, przerwało pytanie mężczyzny znajdującego się naprzeciwko. Son popatrzył, z której strony dobiega głos, po czym się odezwał.
- Nazywam się Son Ishan, pochodzę z Vegety. Przerwał na moment, by zaczerpnąć nieco powietrza. W miarę mówienia, oddychanie przychodziło mu z coraz większym trudem. Najwyraźniej cios zadany w żebra, był poważniejszy niż sądził. Popatrzył w stronę innych cel, przemawiając na tyle głośno, na ile mu pozwalała odniesiona rana.
- Musimy koniecznie ze sobą współpracować. Zanim postanowimy, jak stąd uciec, najpierw dowiedzmy się, czemu nas schwytano. Mniemam, że każde z nas jest innej rasy. To z całą pewnością nie może być przypadek. Ponadto musimy ustalić, w jakiej części galaktyki się znajdujemy. Pamiętajcie, od tej chwili musimy liczyć tylko na siebie. Zgadzacie się na współpracę?

_________________
Here I am yeah this is me, a proud man without shame - what you see is what you get, a lion you can't tame! I just want to live my life and do the things I do - and I don't need someone judging me and especially not you!


28 cze 2015, o 22:26
Zobacz profil
Half-Saiyan
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 paź 2014, o 19:56
Posty: 169
Siła: 27
Szybkość: 29
Energia: 28
Wytrzymałość: 15
Inteligencja: 10
Punkty życia: 210
Punkty Ki: 280
Poziom Mocy(PL): 380
PT: 20
CP: 107
Post Re: Kosmiczni gladiatorzy
Pomimo tej trudnej sytuacji, wojownicy (ale nie tylko) próbowali się zjednoczyć, aby stąd uciec. Jak miło, że nie tracą zimnej krwi w sytuacji zagrożenia. To bardzo ważna cecha. Wasze narady przerwały odgłosy kroków. Ktokolwiek się zbliżał musiał nosić ciężkie, żołnierskie buty i musiał mieć kolegów, z identycznym obuwiem. Usłyszeliście świst mechanizmów służących do otwierania pobliskich metalowych drzwi. Ktoś wkroczył na korytarz.
-Ja was uratuję!- powiedziała osoba obecna na holu dając wam nadzieję na ratunek. Niestety dzisiaj był jeden z tych dni, w których życie najpierw kopie cię w jaja, a potem zaczyna je deptać. Otóż w tle dało się usłyszeć śmiech sporej grupki osób, który miał wam dać do zrozumienia, że to był tylko okrutny żart. Po kilku kolejnych krokach Sauzer z Honoberuto mogli zauważyć pierwszego osobnika, idącego w stronę cel leżących na wykresie po lewej. Nosił wspomniane wcześniej buciory z podeszwami wzmacnianymi metalem jakiegoś rodzaju. Poza tym nosił luźne, granatowe spodnie, trzymające się chyba tylko dzięki paskowi, zaciśniętemu najmocniej jak było to możliwe bez odcinania biegu krwi w dolnych partiach ciała. Na grzbietach nosili czarne zbroje, które nie limitowały zbytnio mobilności, a pod nimi ciemnoniebieskie kurtki z niezidentyfikowanego materiału. Twardsza część tego ubrania nie przypominała materiałem tej saiyańskiej. Na głowach nosili ciemnoszare hełmy zasłaniające uszy i tył głowy. Z twarzy i kolorem skóry przypominał człowieka. Zaraz za nim podążali jego ubrani jak on koledzy. Było ich dziewięciu. Zatrzymali się najpierw przed celą Rock. Jeden z nich nacisnął coś w dotykowym panelu obok wejścia i ściany energii we wszystkich pokojach “magicznie” wyparowały. Zaraz potem jeden z nich podszedł do dziewczyny. Uśmiechnął się delikatnie, oglądając ją. Zrobił krok do przodu, a potem następny i następny i następny...czyli zasadniczo chodził. Złapał kobietę za tył kolan i plecy, po czym podniósł, niczym księżniczkę i wyszedł z celi.
Spoiler:

-Co, liczysz na dodatkowe punkty za styl? - skomentował jeden z nich. Następnie zbliżyli się do celi Haricotto. Jego cel również była otwarta. Wszedł do niej kolejny koleś. Skoczył w stronę ogoniastego i przyłożył mu jakiś dziwny pistolet do skroni.
-Rób co mówię t-to nie strzelę. I-i nie próbuj niczego głupiego, bo mój partner zabije twoją dziewczynę! Tak zrobi- powiedział niepewnie jakby znał jego siłę-a teraz wyłaź z tej celi…
Teraz nadeszła kolej na Son Ishana. Po wykonaniu standardowej i opisanej powyżej procedury, trzeci z nich wszedł do pokoju. Ten już się nie patyczkował. Najpierw zewnętrzną stroną otwartej ręki uderzył go w policzek.
-Chciałbyś oddać, ale wiesz, że z nami wszystkimi nie masz szans, mam rację?- powiedział uśmiechając się do niego. Po tym małym “incydencie” stanął za nim i pchając ręką jego plecy i zachęcając wyzywając go od rzeczy, których nie przytoczę tutaj, ponieważ tą sesję oglądają (jedno nawet prowadzi) dzieci. Kiedy Son stanął na progu, strażnik popchnął go obiema rękami, przez co upadł na podłogę. Panowie zgromadzeni naokoło buchnęli głośnym śmiechem. W końcu wstał z małą pomocą z zewnątrz. Nadeszła kolej SitLetto. W tym wypadku strażnik był dosyć miły. Po prostu położył rękę na jego ramieniu i grzecznie go wyprowadził.
-Jesteś zbyt miękki. I tak zaraz zdechną- powiedział jeden z jego pozostałych kolegów. Nie odpowiedział. Sauzer, który zapewne już wiedział co się święci spoglądał na strażnika, stojącego przed jego pokojem. Mężczyzna wszedł, złapał go za włosy i ciągnąc za nie wyciągnął z celi. Z Honoberuto były nieco większe problemy. Przed jego celą stało dwóch strażników. Wpatrywali się w niego jak w samego mrocznego żniwiarza. Porównanie wydawało się im prawidłowe.Przełknęli ślinę prawie synchronicznie i weszli do pokoju. Jeden z nich natychmiastowo po przekroczeniu progu rzucił w jego ramię igłą. Drugi podszedł pod płonącego Huberta. Ciężko powiedzieć, który z nich mógł być bardziej przerażony.
-Jeden fałszywy ruch, a dowiesz się jak to jest być piorunochronem podczas burzy- powiedziała osoba, która rzuciła igłą, a teraz trzyma przywiązaną do niej żyłkę. Dodało to nieco odwagi jego koledze, więc złapał zdecydowanie obydwie ręce jaszczurki i trzymał je za jej plecami. Kiedy zebrali już wszystkich na holu, zaczęli popędzać ich w stronę drzwi, którymi weszli. Podążając za ich instrukcjami, czyli przemierzając kolejny prosty korytarz trafili do wyjścia. Przed nimi stał otwór w ścianie. Był szeroki na siedmiu przeciętnych mężczyzn i ozdobiony łukiem. Przed przejściem przez niego powstrzymywali ich nie tylko strażnicy, a także czerwone pole siłowe, przypominające to z waszych cel. Nie było jednak przeszkodą zbyt długo, gdyż szybko zniknęła. Ich “eskorta” oswobodziła im ruchy i wepchnęła przed bramę. Znaleźli się w dziwnym miejscu. Ich nogi lekko zapadały się w piasku, który był wszędzie naokoło. Spoglądając w górę mogli zauważyć niebo. Przypominało to Ziemskie, ale odcień błękitu był nieco ciemniejszy. Nim mieli okazję połapać się w sytuacji do ich uszu doszły pewne ciekawe odgłosy. Były to gorące wiwaty, z których udało im się wyłapać słowa takie jak “Świeże mięso!”, “Ile przeżyją?”, “kości zostały rzucone!”. Dobiegały z każdego kierunku. Nic dziwnego, skoro dookoła znajdowały się trybuny, a poniżej mury, oddzielające publiczność od areny. Futurystyczne drzwi, którymi weszli zamknęły się za ich plecami.
-Witam szanowną widownie! Ja jestem Xen i będę waszym komentatorem! Jak widzicie przyprowadziliśmy nowych “zawodników”. Proszę, przywitajcie się z publicznością! Czy macie jakieś pytania?- z głośników znajdujących się za widownią wydobył się męski głos- Skoro nie macie żadnych pytań możemy zaczynać! Przygotujcie się na Super Space Brawl!- dodał, nie dając “świeżemu mięsku” czasu na zadanie pytań. Wszyscy tutaj byli tacy niemili. Minęło 10 minut od jego przemowy. Nagle otoczyły ich metalowe psy. Wychodziły z dziwnego światła, które wyglądało jakby nie miało źródła. Było ich sześć, więc każdy miał jednego. Jak miło, że o was pomyśleli. Same kundle były całkowicie szare. Zamiast normalnych pazurów miały ostrza, wielkości tych od noży kuchennych. Za ich oczy służyły dwa receptory świecące czerwonym światłem. W celu zwiększenia efektywności nie posiadają ogonów. Zaczęły chodzić naokoło wojowników (i inżynierki), wyczekując odpowiedniego momentu na atak.
 


@Post wydaje się ucięty, ale mam parę pytań, a nie chciałem zatrzymywać sesji. Możecie próbować uciec, walczyć, czy co chcecie, ale to wiecie (nie czuję gdy rymuję).

_________________
Obrazek
Jin theme  Yaki theme  


3 lip 2015, o 18:36
Zobacz profil
Changeling
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 4 sie 2014, o 17:34
Posty: 312
Lokalizacja: W twojej szafie.
Siła: 48
Szybkość: 48
Energia: 47
Wytrzymałość: 47
Inteligencja: 14
Punkty życia: 658/658
Punkty Ki: 470/470
Poziom Mocy(PL): 714
PT: 12
CP: 194
Post Re: Kosmiczni gladiatorzy
Honoberuto zaczął nasłuchiwać rozmów innych osób, które tu były. Najwidoczniej niektóre osoby się znały. Jedna osoba zmroziła mu krew w żyłach. Był to Son Ishan z Vegety, jak to się przedstawił. Zaproponował współpracę. No i co teraz? Jak teraz ich wszystkich pozabija, jeśli będą współpracować? Nagle na korytarz wkroczyła osoba, która oznajmiła, że ich wybawi. Jaszczur nie za bardzo w to uwierzył, nie popełnił błędu. To był tylko żart. Chwilę później kapelusznik mógł ujrzeć osoby, których stroje z pewnością były zaprojektowane po to, by wzbudzać strach w przeciwnikach, lub przynajmniej intensywny niepokój. Brakowało jeszcze tylko jakiegoś wodza, za którego osobnicy w charakterystycznych strojach. byliby gotowi oddać życie, albo za niego przelać cudzą krew. No nic, jeden z nich wyłączył pola energetyczne. Zaczęli wyciągać innych z cel. Jednych łagodnie, drugich agresywnie. Hono miał trochę czasu na przyjrzenie się tym, których wcześniej nie mógł dostrzec. Okazało się, że wszyscy oprócz niego byli trochę podobni do Kuziemka, ale tylko dwóch miało ogon, z czego jeden został już ogarnięty przez gada wzrokiem nieco prędzej. Co do nie-ogoniastych, jeden pomylił miejsce, w którym miały znajdować się włosy, a drugi te włosy miał kolorowe. Nie wyglądał na wojownika. Miał nieco inną budowę ciała. Hono uznał go za płeć przeciwną. Sauzer już został wyciągnięty z celi, a więc przyszedł czas na rogacza. Zamierzał wyjść z celi bez sprzeciwów, ale nagle dostał igłą, która chyba miała go powstrzymać przed czymś, czego tak naprawdę nie zamierzał robić. Syknął. Miał ochotę zacząć wydzierać się na osobę, która rzuciła igłą, ale powstrzymał się. Przecież mógł to przypłacić życiem. Milczał, gdy się do niego odezwano. Nie minęło dużo czasu, a wszyscy uprzednio stosując się do instrukcji oprawców, znaleźli się w dziwnym miejscu otoczonym murami, za którymi była widownia. Arena walk. Chwilę później odezwał się głos osoby, która przedstawiła się jako Xen. Zostało zadane pytanie o pytania. Właściwie gad miał ochotę zadać pewno pytanie, a mianowicie: skąd się tu wzięli i dlaczego. Nie dano mu jednak szansy na zadanie go i już po chwili pojawiło się sześć jakichś dziwnych robotów. Przypominały nieco zwierzęta, jakie kiedyś widział podczas międzyplanetarnych podróży. Czerwone oczy, ostrza u łap i szary kolor na pewno nie należały do cech istot przyjaźnie nastawionych. Zaczęły krążyć wokół wojowników i nie-wojowniczki. Zapewne szukały odpowiedniego momentu na atak. Changeling zastanawiał się, co ma zrobić. Przez chwilę wpadł na pomysł. Postanowił się nim podzielić z innymi:
-Unieście się w górę...
Właściwie, nie miał pewności, że wszyscy tu zgromadzeni potrafią to. Mogą też nie chcieć tego zrobić, może mieli inny plan. Nie obchodziło go to. Po prostu dał im radę, możliwe, że niedobrą. Sam uniósł się w górę i zawisł jakieś półtora metra nad ziemią. Czekał na rozwój sytuacji.

_________________
Mowa
Myśli

  Hono theme~

Wkurzyłem cię czymkolwiek? Odstresuj się: http://tnij.org/ustrzelgo
Zapraszam też do najnowszej wersji! (Hyde Park>Gry>Rozwal Hono 2)


3 lip 2015, o 19:59
Zobacz profil
Człowiek
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 mar 2015, o 06:10
Posty: 93
Siła: 30
Szybkość: 25
Energia: 6
Wytrzymałość: 30
Inteligencja: 10
Punkty życia: 420
Punkty Ki: 60
Poziom Mocy(PL): 358
PT: 27
CP: 104
Post Re: Kosmiczni gladiatorzy
Ziemianin odetchnął z ulgą, słysząc Rock. A więc nic jej się nie stało. -Ze mną w porządku -odkrzyknął. W tym momencie usłyszał jak dziewczyna wywołuje kogo innego. A więc jej goście też zostali porwani... ciekawe. Co więcej, sądząc po reakcji wywoływanego "Haricotto" byli sobie całkiem bliscy. Uśmiechnął się pod nosem. Czyli pierwsza sprawa była załatwiona. Nieznajomi byli sojusznikami. Albo raczej - nie byli wrogami. To w zasadzie ucieszyło Sauzera, mieli większe szanse, by coś wymyślić i się stąd jakoś wydostać. Spojrzał nieufnie na jaszczura z naprzeciwka. Czy jemu też można ufać? Czy w ogóle byłby zainteresowany współpracą?
W tym momencie, kolejna osoba dołączyła do "dyskusji". Krasnal z celi na prawo (z punktu widzenia latynosa) od jaszczura wydarł się, prawdopodobnie wciąż zdezorientowany. Zanim młody ziemianin zdążył mu cokolwiek odpowiedzieć, ten najwyraźniej doszedł do siebie i zaczepił kogoś z naprzeciwka. Ten kulturalnie się przedstawił. I tu okazało się, że pochodzi z ... Vegety. -Czyli skąd? -Zastanawiał się Sauzer. W głowie mu się pokazał obraz typowego ufoludka. Po chwili uśmiechnął się, odrzucając tę wizję i postanowił sobie już niczego nie wyobrażać. Jak będzie mieć okazje, to wypyta tych ludzi o kilka spraw. Nigdy nie wierzył w kosmitów, ale zawsze się tym pasjonował i w głębi duszy trochę obawiał.

Więzień z Vegety, jako pierwszy poszedł po rozum do głowy i zaczął namawiać pozostałych do współpracy. Latynos poczuł się nieco głupio, jednak po chwili odrzucił to uczucie. Ten Son Ishan nikogo tu nie znał, toteż w zasadzie nie miał się o kogo martwić. A żeby zwiększyć swoje szanse, próbował utworzyć grupę, całkiem naturalne. I korzystne dla wszystkich.
-Na mnie możesz liczyć! -wykrzyknął i łupnął pięścią w ścianę, witając się w ten symboliczny sposób z sąsiadem.
W tym momencie zabrzmiały mechanizmy. Po chwili ktoś wkroczył, wykrzykując iż przybył ich uratować. W tle było słychać masowy rechot. No tak, doskonały dowcip.
Żartownisiem był człowiek. Albo ktoś podobny do człowieka, gdyż jego ubiór był dość nietypowy. Przynajmniej dla Sauzera. Weszło ich więcej, wszyscy w tych samych uniformach i zaczęli ich wyprowadzać z cel. Rock została wyniesiona na rękach, choć nie wyglądała na zadowoloną. No cóż, na pewno miała lepiej niż Son Ishan, który został wyrzucony z celi niczym zwierze. Strażnicy oczywiście potraktowali jego upadek, jak doskonały kawał. No nic. W tym momencie ziemianin poczuł zawód. W zasadzie ten kosmita z Vegety wyglądał... jak człowiek. A po cichu liczył na jakiegoś ufoludka... W końcu przyszła kolej na latynosa. Stał spokojnie, nie zamierzał stawiać oporu, w tej chwili to nie miało sensu. Ale oczywiście musiał natrafić na wkurzonego faceta. Koleś złapał go za włosy i wytargał z celi. Dwudziestolatek się nie odezwał, ani nie zaprotestował, ale spojrzał na strażnika lodowatym spojrzeniem. Zadecydował, że jeżeli będzie mieć ku temu okazję, to porachuje mu kości. Ale później aktualnie sytuacja nie była zbyt ciekawa.
Kątem oka dostrzegł jeszcze, jak dwóch strażników ostrożnie próbuje wejść do celi jaszczura. A więc obawiali się go? Musiał być potężny.

Cała szóstka została wyprowadzona w końcu do miejsca docelowego ich wędrówki. Czyli najzwyczajniej w świecie - na arenę. Co ciekawe, miast niepokoju, zaczął się nieco ekscytować. Nie, żeby cieszyła go cała ta sytuacja, ale... zawsze chciał się sprawdzić w podobnej sytuacji, dać z siebie wszystko... Od walki z Bardzozbokiem nie minęło może dużo czasu, ale już zdążył się wzmocnić, w dodatku prawdopodobnie będzie mieć po swojej stronie silnych sprzymierzeńców. Tak mu się przynajmniej wydawało, chyba nie było sensu zabierać tu słabych osób? Powitały ich okrzyki rozentuzjazmowanego tłumu. Pod stopami sporo piachu. Niezbyt wygodnie. Olał prezentera i przysunął się w kierunku Rock i Haricotto. Skinął głową wojownikowi.
-No dobra. No to musimy się szybko określić... -zwrócił się do dwójki. -Osobiście bym współpracował z tym Ishanem i krasnalem. Wydają się przyjaźni. Natomiast nie wiem co z tym jaszczurem -zerknął zamyślony na bestię. -Nie odzywał się jeszcze za dużo. Generalnie trzymaj się jakoś w środku, Rock. Masz tę swoją spluwę?
Chwilę później, odezwał się do niedoszłego ufoludka i małego brodacza. -Wybaczcie, że wcześniej się nie przedstawiłem. Jestem Sauzer -skinął im głową. -Osobiście jestem za współpracą. -Odwrócił się do bestii, jednak wciąż nie wiedział co zrobić.
No i w zasadzie i tak już nie miał czasu, bo na arenie... zmaterializowały się mechaniczne psy. Wrócił błyskawicznie do Rock i Cottona. I w tym momencie pierwszy raz zwrócił się do nich jaszczur, całkiem sensownie proponując... wznieść się w powietrze. Chyba można było to potraktować, jako akt dobrej woli z jego strony. Sauzer postanowił traktować go jak sojusznika. Wzniósł się w powietrze zerkając na swoich towarzyszy. Czy wszyscy znali tę sztukę?


3 lip 2015, o 21:26
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Ten wątek jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.   [ Posty: 39 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
 cron